• Wpisów: 495
  • Średnio co: 7 dni
  • Ostatni wpis: 5 lat temu, 16:05
  • Licznik odwiedzin: 66 118 / 3778 dni
 
kalcia
 
kalcia: 24.05.2010

Wstalismy i pojechalismy czym predzej do Kyoto Imperial Palace - mielismy zarezerwowane wejscie. Pogoda od rana byla fatalna, ciagle padalo. Buty mi przemokly tak, ze zaczelo w nich chlupac, po spacerze w ulewie po otwartych terenach palacowych nawet parasolka zaczela przeciekac. Jednak po godzinie, kiedy juz konczlismy wycieczke (z przewodnikiem, grupa gaijinow, wsrod ktorych byl tez jeden Polak), pogoda nieco sie poprawila. Przestalo lac, a zaczelo tylko troche padac :P
Pierwotnie mielismy w planie pokrecic sie po miescie az do wystepu. Jednak bylismy przemoknieci, wiec wrocilismy do mieszkania sie osuszyc. Po pierwszej wyszlismy do autobusu i udalismy sie do Pontocho. Zalozylam druga pare butow, ktora i tak mi przemokla, bo znow zaczelo lac... Pod teatrem Kaburenjou byly tlumy. Wiekszosc to starsze panie ;) Weszlismy do srodka, zostalismy pokierowani gdzie mamy sie udac i poszlismy na swoje miejsca. Teatr jest maly, ale sala jest bardzo ladnie urzadzona. Na pietrze, tuz przy krawedzi sa specjalne miejsca, gdzie siedzi sie bez butow, na poduszeczkach, po japonsku :)
My siedzielismy w pierwszym rzedzie normalnych krzesel. Przedstawienie sie rozpoczelo, zdjec nie mozna bylo robic :< Tytul: Kamogawa Odori, czyli taniec rzeki Kamo. No i co moge powiedziec. Jestem niesamowicie zadowolona, ze udalo nam sie na to pojsc. Geishe i Maiko wygladaly zjawiskowo, przepieknie tanczyly. Niestety historii nie zrozumielismy na tyle ile by sie chcialo, ale jedno pewne, byla z jajem ;) Widownia w wielu momentach sie smiala. Wydawala tez okrzyki zachwytu, kiedy na scene wchodzily przecudne Maiko, albo kiedy Geishe przebraly sie w bardziej zdobne kimona i zatanczyly z wachlarzami, i galazkami lawendy.
Przedstawienie bylo podzielone na dwie czesci, pomiedzy nimi byla 10min przerwa. Po przerwie kurtyny z boku sceny podniosly sie, ukazujac 'orkiestre'. 4 starsze geishe grajace na shamisenie, 1 od fletow, 2 od bebnow (mialy tez inne instrumenty) i kilka, ktorych nie widzielismy z naszego miejsca - spiewajacych. Fantastyczna muzyka, nie sposob sie zdziwic, ze oklaski poszly w ruch jak kurtyna sie podniosla ukazujac artystki :D
Zdecydowanie kazdemu polecam udac sie na takie przedstawienie, warte pieniedzy na nie wydanych (bilet z rezerwacja 4000yenow).
Po wystepie udalismy sie do starbucksa w Gionie, bo cholernie bylismy wykaczeni a w planie byla jeszcze Fushimi Inari.
Kawka bardzo dobra ;)
Nastepnie wsiedlismy w busa i pojechalismy do Kyoto Station, tam przesiedlismy sie w pociag jadacy do Nary i dwa przystanki dalej wysiedlismy. Fushimi Inari znajduje sie wlasciwie kilka krokow od stacji. Kiedy tam dotarlismy, juz w ogole nie padalo i zupelnie sie rozpogodzilo. Ruszylismy trasa wokol budynkow, a nastepnie dalej, korytarzami Tori. Fushimi Inari to chyba najwspanialsza swiatynia jaka widzialam. Wlasciwie, to nie tyle sama swiatynia, co cale te niesamowite tereny, z pomniejszymi kapliczkami/swiatyniami. Wszechobecne sa posagi lisa, czyli kitsune. Lis jest uznawany za poslanca Inari, czesto jest ukazywany z kluczem do spichlerza ryzu (Inari jest bogiem ryzu, ale rowniez sukcesu w biznesie), albo ze swoim przysmakiem czyli zawinietym w rulon ze smazonego tofu ryzem, bywa ze trzymaja w pyskach pilki. Zdecydowanie lisy Inari to moje ulubione zwierzeta ze swiata magicznych stworzen ;D
Sporo czasu nam zajelo wdrapywanie sie po schodach, ogladaniu niezliczonych kapliczek, wlezlismy tez w las mini sciezka. Nie udalo nam sie dostac na szczyt, bo juz sie zaczynalo robic ciemno, kiedy mielismy jeszcze cala ogromna trase do odbycia. Planujemy tam wrocic przed wyjazdem.
Po Fushimi Inari, wykonczeni, wrocilismy do mieszkania ^^;

Nie możesz dodać komentarza.